-
Załączniki bezpieczeństwa
Załczniki do produktuZałączniki dotyczące bezpieczeństwa produktu zawierają informacje o opakowaniu produktu i mogą dostarczać kluczowych informacji dotyczących bezpieczeństwa konkretnego produktu
-
Informacje o producencie
Informacje o producencieInformacje dotyczące produktu obejmują adres i powiązane dane producenta produktu.paśny buriat
-
Osoba odpowiedzialna w UE
Osoba odpowiedzialna w UEPodmiot gospodarczy z siedzibą w UE zapewniający zgodność produktu z wymaganymi przepisami.
Coś jest takiego w tych pograniczach, co przyciąga. To miejsca, gdzie spotykają się różne światy, przedzielone kreską na mapie, tak bliskie, a jednocześnie tak dalekie. Dla mnie to miejsca pulsujące opowieściami: o szeptuchach, o znikających miastach, o rysiach ukrytych w gęstwinie, o duchach krążących wśród pagórków, o domach na stepie i o zwykłych-niezwykłych losach ludzi, których spotkać można w drodze.
Książka, którą trzymasz w rękach, Drogi Czytelniku, jest przede wszystkim zapisem pałętania się – nie dokładnie zaplanowanych podróży, ale właśnie błądzenia po krajach i regionach. Nie jest do końca reportażem. Nie jest też książką naukową. Czym zatem jest? Opowieścią, a dokładniej – opowieściami pozbieranymi po drodze… Najcenniejszymi pamiątkami z podróży.
Opowieści jednak mają sens tylko wtedy, gdy można je podać dalej. Inaczej znikają w odmętach niepamięci. Dlatego powstała ta książka…
MONIKA RADZIKOWSKA
Wędrując ramię w ramię z Moniką, myślę sobie, że tak trzeba żyć – iść, pozwalając sobie na zgubienie drogi, niezrealizowanie planów, ba! na brak planu, bo droga i tak poprowadzi do celu. Monikę doprowadziła do niniejszej książki, w której pisze o krainach mi bliskich, jak Podlasie, Suwalszczyzna i Beskidy, i tych, do których pewnie nigdy nie dotrę, ale czytając, czuję jakbym tam razem z Autorką była. A nawet jeśli z najdalszej podróży kiedyś trzeba powrócić, to potem wystarczy sięgnąć po książkę, by znów znaleźć się na mongolskim stepie albo na szlakach Czarnohory…
DOROTA FILIPIAK, pisarka, autorka m.in. książki Rumunia. Pęknięte lustro Europy
O AUTORCE:
Monika Radzikowska – pochodzi z Mazowsza. Suwalczanka z importu. Archeolog i edukator, specjalizuje się przede wszystkim w popularyzacji nauki i dziedzictwa kulturowego. Zawodowo związana z północno-wschodnią Polską. Współzałożycielka archeologicznej Fundacji Terra Desolata. Zbieraczka opowieści.
Autorka książek dla dzieci (Córka bajarza, Ewolucja, czyli wycieczki do dalekich krewnych) oraz dla nieco starszych czytelników (Bajkał – tam i z powrotem).
FRAGMENTY:
Czasem, gdy zasypiam we własnym łóżku, lubię myśleć o tych wszystkich wędrowcach, którzy z niewiadomych przyczyn właśnie w tej chwili gdzieś idą lub na końcu świata rozstawiają w deszczu namiot. Mam wrażenie, że dopóki każdego dnia i każdej nocy ktoś na Ziemi jest w drodze, pchany wyłącznie ciekawością, to ten świat jeszcze jakiś czas będzie funkcjonował.
W Jaśliskach wyszłam wreszcie na drogę o randze wyższej niż powiatowa. Znalazłam sobie miejsce, postawiłam plecak przy nogach i wyciągnęłam kciuk w nadziei, że ktoś podwiezie mnie do Komańczy.
– Nic tu nie złapiesz! – zawołał do mnie mężczyzna z najbliższego podwórka. Pokiwałam mu głową i dalej robiłam swoje.
I rzeczywiście, po kilku chwilach, zatrzymało się przy mnie spore auto, w którym siedziało dwóch starszych panów i jedna seniorka. Gdy podeszłam, opuścili szybę.
– Dzień dobry, czy podrzuciliby mnie państwo do Komańczy? – pytam.
– W drodze wyjątku – odpowiada słabym głosem siedzący na miejscu pasażera staruszek. – Ale gwałcimy po drodze.
Starsza pani zajmująca siedzisko z tyłu parska z niezadowoleniem.
– Widzi pani, co ja z nimi mam! To mój brat i bratanek. Zabrałam ich w Bieszczady, no i tylko wstyd przynoszą!
Gdy dosiadam się obok niej, kobieta opowiada, jak przyjeżdżała w czasach studiów autostopem w góry i robiła pomiary geodezyjne. Został jej sentyment do Bieszczad i teraz regularnie tutaj wraca.
Wysiadam w Komańczy, przy wiadukcie, na którym ktoś namalował wielkiego wilka.
– Cholerna skleroza! – mówi nagle starszy pan podając mi plecak.
– Co ci, Józek?
– No zapomniałem o tym gwałcie. Pamięć już nie ta.
Im bliżej Mińska, tym mniej śniegu, ale za to więcej billboardów informujących o nadchodzących lutowych wyborach. Napisy są dwujęzyczne: raz po białorusku, raz po rosyjsku.
– Wybory teraz u was? To już prezydenckie? – pytam Jewgienija, mojego kierowcę, który zabrał mnie ze słuckiej wylotówki.
– Nie, to lokalne. Łukaszenkę będziemy wybierać dopiero w 2020 roku.
568 szt.